h1

ROGERY I RYBUSY” A LA “ZIDANES Y PAVONES”?

kwiecień 28, 2008

Zastanawiałem się, przez długi czas, z czym kojarzyć się będzie kibicom w całej Polsce Jan Urban po jego przyjściu do warszawskiego klubu. Dzisiejsza odpowiedź znana była korporacji medialnej ITI już kilka miesięcy wcześniej przed zwolnieniem Zielińskiego, kiedy do klubu przychodził Mirosław Trzeciak - człowiek rozpoczynający projekt “hiszpanizacji” Legii Warszawa - Urban natomiast był kontynuacją tegoż planu. Kibicom nożnej nie tylko od dziś dnia trener potencjalnego wicemistrza Polski kojarzyć się będzie nie tylko jako jeden z najlepszych trenerów w naszym kraju. Pan Janek kojarzony będzie przede wszystkim z promowaniem młodych piłkarzy, tak niesamowicie szybko przeskakujących bardzo odległe stopnie, dzielące ich od piłki juniorskiej do seniorskiej. Rozwiązanie czysto hiszpańskie, gdzie model ten dopracowany został niemalże do perfekcji. Kto jeszcze nie słyszał o Maćku Rybusie - cholernie zdolnym lewoskrzydłowym Wojskowych - ten zapewne właśnie wczoraj dowiedział się po wyczynie spektakularnym. Młodzian ten strzelił dwie bramki niepokonanej dotąd Wiśle Kraków, stanowiąc przy okazji następny rekord: Jeszcze nikt w historii Legii w tak młodym wieku nie posiadał na koncie 4 goli występując w zaledwie kilku meczach w trakcie jednego sezonu. Pamietajmy że zwyciężką bramkę ma na koncie także nastepny młodzian - 16-letni Ariel Borysiuk - rozgrywający.

Podoba mi się tytuł w dzisiejszej Wyborczej: “Rybus - skąd się wziął kolejny supernastolatek w Legii”, pokazujący iż klub ten w opinii publicznej staje się powoli istną kuźnią talentów. Legia postawiła na wynajdowanie perełek (to zadanie Jóźwiaka który wychwycił zarówno Rybusa jak i Borysiuka przed sezonem) i ich szkolenie (rola m.in. Jacka Magiery). W uzupełnieniu solidnym “cementem” w postaci doświadczonych graczy typu Rogera czy Gizy, powstaje ciekawa mieszanka zdolna wygrywać mecze nawet w przypadku nadmiaru kontuzji tej wiosny. Bardzo znana nazwa “Zidanes Y Pavones” stosowana w Realu Madryt gdzie, prócz sprowadzania gwiazd za wielkie pieniadze, postawiono także na szkółki dla młodych, co przyczyniło się do rozsiewu wychowanków Realu po całej Primera Division, wydaje się być również możliwy, w o wiele mniejszej skali ale jednak, także w Polsce. Oto firma rozpoczynająca inwestycję w Legię zapowiada inwestycję w młodzież i ich promocję. Rozwiązanie to poczatkowo wygląda śmiesznie, komuż bowiem w Polsce wcześniej to się opłacało. Jednak już sprzedaż Fabiańskiego czy Janczyka za ogromne pieniądze dowodzi o słuszności tegoż równie przyszłościowego, co dochodowego rozwiązania. Klub planuję rozbudowę ośrodków treningowych na terenie stolicy, kosekwentnie tworząc bazę skupiającą wokół siebie najzdolniejszych młodzian w kraju. Dołączając do tego sprowadzanie co rundę jednego/dwóch piłkarzy solidnej klasy z zagranicy, otrzymujemy plan Legii na najbliższe lata. Czy rozwiązanie to, prócz dochodowości, przyniesie także większe sukcesy sportowe, nie dowiemy się zbyt szybko. A jak wiadomo, kibice są niecierpliwi…

h1

DEMONTAŻ LIGI NIEUZASADNIONY

kwiecień 4, 2008

 klicki.jpg

Polska piłka śmierdzi od dawna. Teraz jednak smród z terenu (II, III liga i niżej) dotarł wreszcie na salony (media ogólnopolskie trąbią o tym codzienie), wzbudzając olbrzymie poruszenie od Tatr aż po Bałtyk. Sponsorzy rozważają wyjazd z tego niepewnego interesu a według większości - ogólnie twierdząc - wszystko się wali. Nic bardziej mylnego. Większość osób związanych z piłką, po doniesieniach z ostatniego tygodnia, zachowuje się tak, jak gdyby wcześniej pojęcia nie miało, wstrząśniętymi będąc niesamowicie; widownia na sali, rzecz jasna, podaje im chusteczki i pociesza. Tylko jak to jest naprawdę? Czy zabawa w tylko czarne i tylko białe kupy się trzyma? Wszyscy wiedzieli w co się pakują. Tyle że wtedy, gdy wchodzili do interesu, media nie grzmiały informacjami o zatrzymaniu takiego Wdowczyka, czy Woźniaka, Dziurowicz nie opowiadał gazetom o tym, o czym wreszcie feralnego dnia opowiedział a wszystko - przynajmniej w I lidze - “wyglądało” jako tako cacy. Teraz ten, kto rozważa wycofanie inwestowania w futbol, nie robi tego z powodów ambicjonalnych, przekonując się o brudzie który przy nich i wbrew ich zasadom narastał, lecz z dokonania prostej kalkulacji - jeśli oni oskarżyli mój zespół, ja i moja firma traciliśmy prestiż, nie straćmy go więc kompletnie, wycofajmy się pokazując że my chcemy z tym występkiem walczyć, odzyskując przy okazji twarz (i zyski).
.
Właściciela Kolportera - Krzysztofa Klickiego ludzie na wyżyny wynoszą, człowieka uznanego niemal natychmiast za niewinnego, czystego jak łza; prezesa, który inwestując w polski futbol chciał pokazać że można zrobić to prawdziwie profesjonalnie, wprowadzając zachodnie standardy, budując drużynę silną, posiadając najładniejszy stadion w Polsce. Jak widać, nie udało się. Kolporter Korona Kielce to trup. Na własne życzenie zresztą. Nikt mi nie wmówi bowiem iż oczekujący sukcesu (słusznie, bo włożył w to mnóstwo pieniędzy) prezes, widząc ogromne problemy swojej drużyny w trzeciej lidze, a później nagłe kontrowersyjne zwycięstwa, kiedy widzowie na stadionie doskonale wiedzieli o co chodzi, nie miał podejrzeń o tym, co się naprawdę dzieje z jego własnym klubem. Oskarżanie go o przymykanie oka jak najbardziej na miejscu. Takie III-ligowe realia, do cna przesiąknięte “starymi dobrymi” zasadami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, wymuszającymi nawet na aniele najbielszym pogodzenie się z owym faktem. Pytam się więc: Dlaczego Klicki nie wycofał się właśnie wtedy? Sytuacja, która ma miejsce, nie oznacza istnego armagedonu - śmierci polskiej piłki - raczej słuszne wyciąganie brudu spod dywanu na światło dzienne. Dobrze więc, że tak jest. Większość najważniejszych sponsorów piłki - Walter, Cupiał, Drzymała, Krauze czy Filipiak - nie wycofa się tak łatwo. Za dużo zainwestowali. Przypadku Klickiego nie należy traktować jako wszechobecnego trendu, może wsród maluczkich, ale nie na najwyższym poziomie. Odejdą tylko Ci, którzy mają podstawne obawy, którzy wiedzą że uziemieni mogą być dużo bardziej jeśli zostaną. Oto powód. Prawda bywa prosta.
h1

KORUPCJO, CHYBA CIĘ WYKOŃCZĄ

kwiecień 1, 2008

 wdowczyk-sprzedowczyk.jpg

Nadszedł czas świętych krów opiniujących wszystko, majacych rację co najmniej prawie że absolutną, a już na pewno ze wszech miar słuszną. Takie oto skrajnie subiektywne wrażenie odnoszę czytajac nasze opinie dotyczace rozwoju korupcji w polskim futbolu. Wszyscy zgodnym głosem zmietliśmy ze sceny Dariusza Wdowczyka “Sprzedowczyka” uznając go za diabła wcielonego rodzimej szmacianki, piejąc jednocześnie z bólu czemu nawet tak ładnego pana jak jego skusiło do złego. Na dziś dzień, uciekaj pan z futbolu jak najdalej bo mądre głowy zlinczują jeszcze dotkliwiej, jednak jaka była pańska prawdziwa rola w tym procederze, tego nie dowiemy się dostatecznie szybko ażeby już teraz robić z pana kał czy chociaż błoto przynajmniej. Zajmij się pan malowaniem ścian bądź czymkolwiek innym niekojarzącym się z przekupstwem, a Wrocław spokojnie odwali resztę roboty. Wtedy dopiero nikła część opiniotwórczych autorów dumnie wypnie pierś twierdząc, że miała rację. Ci co nie mieli, doznaną nagłych zaników pamięci błyskawicznie przystosowując swoje opinie do zaistniałych okoliczności (w tym zapewne i ja, autor jeden z wielu).

.
Podoba mi się zachowanie resztek honoru tzw. “Koruptera” Korony Kielce w tej ciężkiej dla klubu sytuacji (przegrana z Legią 0:2 humorów poprawić także nie mogła), podoba mi się zachowanie zwolnionego dziś trenera Wisły Kraków, skłonny jestem wręcz stwierdzić że podoba mi się całe to zamieszanie (!!!); utwierdza mnie ono bowiem w przekonaniu, że prawda powoli aczkolwiek konsekwentnie wychodzi na jaw. Żyć w nadziei, że chociaż mała część klubów nigdy nie kupowała/handlowała to tak, jakby żyć w bajce o solidnym związku piłki nożnej. Całe to krwawe widowisko (108 ofiar) dzięki prokuraturze, podtrzymane będzie jeszcze dostatecznie długo, ażeby mogło nastapić wiele zwrotów akcji i oskarżeń czasem mniej, czasem bardziej słusznych. Persony krajowej piłki, związani w jakikolwiek sposób z zatrzymywanymi, dziwić się będą niesamowicie: “Jak mogło do tego dojść, znałem tego pana lecz pojęcia nie miałem co on czyni!”. Opinie co do wad i zalet abolicji urozmaicą się jeszcze bardziej, a PZPN dojdzie do jakże genialnego rozwiązania o powiekszeniu piłkarskiej ekstraklasy o wszystkie zespoły II-ligowe. W ten oto cudowny sposób zdegradowane zespoły będą mieć możliwość ponownej gry na najwyższym poziomie rozgrywek ciesząc się ogromną ilością spotkań. Problem zniknie. Phi.
h1

DZIŚ LIGA GNIJE, JUTRO LIGA ZGNIJE

marzec 28, 2008
 sedzia.jpg
 Niby wszystko wracało do właściwego porządku. Wrocławska prokuratura systematycznie ogłaszała nowe wątki w sprawie fryzjersko-śmierdzącej korupcjogenności rodzimej piłki, PZPN nie mógł w tej sprawie, dzięki Bogu, (przeciw)działać zbyt wiele, a cały futbolowy światek został - wydawałoby się - skutecznie spacyfikowany aktywnością antykorupcyjnych prokuratorów na dłuższy czas. Nie musiało jednak minąć wiele czasu ażeby na swiatło dzienne powychodziły świeże “perełki” pokazujące całą prawdę o stanie aktualnym: gdy tylko stare sprawy przycichną czynimy to, co czyniliśmy dawniej, tylko już - wiecie, rozumiecie tłuści koledzy z wąsami - ostrożniej. W piątek dowiedzieliśmy się wszyscy, i dobrze, o najprawdopodobniej ustawionym meczu poprzedniej kolejki Zagłębia Sosnowiec z ŁKS Łódź. Nagle, jak bańka, pękło przekonanie o skutecznym wrocławskim straszaku na ewentualnych chętnych, którzy chcieliby wyniki załatwiać “po staremu”, bo to przecież zawsze tak było, i być tak musi. Dobre w tym wszystkim jest to, że o fakcie kupienia tegoż spotkania dowiadujemy się już teraz, a więc stosunkowo szybko patrząc na to, jak o wybrykach Widzewa, Korony czy innym na pozór niezłym wtedy teamom dowiadywaliśmy się po wielu długich latach.
.
Prawdziwym paradoksem jest jednak poniekąd słuszne stwierdzenie że to właśnie wrocławska prokuratura wraz z wydziałem dyscypliny PZPN nieświadomie, ale jednak, pobudza, i pobudzać będzie w przyszłości chęci mataczenia w polskich klubach. Skąd ta teza? Ano stąd, że liga nam się niebezpiecznie zmniejsza. Gdy Widzew, Korona, oba Zagłębia i kto tam wie kto jeszcze, opuszczą ekstraklasę, ich miejsce - zupełnie jak w poprzednim sezonie Zagłębie Sosnowiec czy Polonia Bytom - zajmą ultraniskobudżetowcy, kluby przesączone filozofią z wieku ubiegłego, chętne do zarobku w każdy mozliwy sposób, to tragedię będzie należało pomnozyć razy dwa. Po pierwsze::: skuteczne, mimo wszystko, starania o poprawę jakości naszej ligi co się powoli odbywało, zniweczy zalew drugoligowych średniaków (a wtedy już pierwszoligowych tragedii). Po drugie::: Owe pierwszoligowe tragedie, o czym już wspomniałem wcześniej, skłonni będą do hurtowego sprzedawania meczów równie chętnie, co Zagłębie Sosnowiec w kolejce poprzedniej (tak, to te Zagłębie które sensacyjnie ograło Legię 2:1). Przesadzam? A dacie sobie głowy poobcinać za to, że gdy postępowanie antykorupcyjne się skończy, bo przecież kiedyś skończyć się musi, kluby pozostaną czyste jak łzy? Rozkład ligi widzimy już teraz, gdy na dole tabeli graja zespoły gorsze od czwartoligowców niemieckich, a sama myśl o zwiększeniu tego balastu o kolejne “nowości” to tylko dobicie umierającego. Podejrzewam że na zmniejszenie ligi, o czym pisze Rafał Stec, w następnym sezonie nie ma jeszcze szans (a i w odleglejszej przyszłości będzie to niesamowicie trudne dla, zgadnijcie kogo, PZPN). Piekna liga nam się więc zapowiada. Czekamy już tylko na, kolejne po Wdowczyku, football celebrities skutecznie karmiące media korupcyjną zgnilizną.
h1

A IMIĘ JEGO GIZA PIOTR

marzec 23, 2008
 giza-7.jpg
.
Siódemka na plecach. Środkowy pomocnik. Regularnie w podstawowej jedenastce. Grający w klubie, w którym niewykorzystane sytuacje są wypominane zawodnikom praktycznie bez przerwy. Giza marnuje. Zbyt często. Można by stwierdzić że strzelanie to nie główne zajęcie pomocnika. Jednak system, jaki Legia preferuje - 4-5-1, wymusza grę jednego midfieldera równie blisko bramki, co napastnika. Ten - Chinyama - czyści mu drogę, Giza uderza źle… Fala krytyki po tego typu akcjach rosła bardzo szybko, zupełnie jak w poprzednich sezonach legendarnego już - aktualnego KGHM-owskiego Zagłębiaka - Piotrka “Nędzę” Włodarczyka. Mimo tego, trener Urban konsekwentnie stawia na Gizę, kosztem rozgoryczonego tym faktem Marcina Burkhardta. Ostatniego gola Gizmo strzelił… we wrześniu roku ubiegłego. Wczoraj, w ostatnich minutach spotkania, szczęścia spróbował jeszcze raz.
 
Strzelił. W 86 minucie spotkania z Łódzkim Widzewem. Przy stanie 0:0, gdy zawodnicy i widzowie zaczynali powoli przyzwyczajać się do remisu zespłów rozgrywających to kiepskie spotkanie, udaje mu się objąć prowadzenie którego Legia nie oddaje już do końca. Jeden z kibiców po spotkaniu stwierdził że, dzięki tej zdobytej na Widzewie bramce, wybacza mu wszystkie inne zmarnowane okazje przez które kibice rwali sobie włosy z głowy. Z uwagi na to, że Urban ceni Piotrka bardzo, a ma do tego prawo, zostanie on zapewne z Cracovii wykupiony definitywnie za pieniadze ze sprzedaży ostatnio (tylko ostatnio) dobrze grającego Burkhardta. Choć, jeśli tak się stanie, to zapewne nie przez to jedno jedyne spotkanie, raczej za niewykorzystywany ciągle, ale potencjał. Na Legijnych forach gratulacje dla Gizy po udanym, nie tylko ze względu na bramkę, spotkaniu. Wyglądało to komicznie. Tak, jakby wszyscy krytycy Piotrka przestali nagle istnieć. Nie martwcie się jednak, szybko wrócą. Taki już los ofiary, kibców.
h1

TRANSFEROWY MINIMALIZM, AMBICJONALNY MAKSYMALIZM

marzec 21, 2008

trzeciak.jpg

Legia Warszawa jest tym klubem, do którego potencjalne wzmocnienia dokleja się w prasie wyjątkowo często. Brak konkretnych działań na tym polu, chociażby przez jedną tylko przerwę w rozgrywkach, rodzi mnóstwo kontrowersji tak rozczarowanych kibiców jak i głodną hitowych newsów prasę. Ostatni taki przykład to oczywiście przerwa zimowa po której, jak się okazało, Legia nie wzmocniła się ŻADNYM zawodnikiem (bo trudno za wzmocnienie uznać niesamowicie przeciętnego hiszpana Balbino a słynny już Ronsford Osei nie poradził sobie z gąszczem przepisów FIFY) osłabiając tylko kadrę (casus Grosickiego). Wszystkie te zdarzenia, kreując połączenie negatywnych wysiłków wymany opinii kibicow i prasy, sprawiły że wizerunek odpowiadającego za politykę kadrową dyrektora sportowego klubu Mirosława Trzeciaka został niesamowicie nadszarpnięty i to jego, mimo prób zachowania zdrowego rozsądku, uznano za głównego winowajcę “braku ławki”, a co za tym idzie, niezadowalających wyników stołecznej ekipy w rundzie obecnej.

Zadajmy sobie jednak proste pytanie, ile naprawdę błędów popełnił Mirosław Trzeciak. Czy polityka klubu który, nie mając w ostatniej rundzie odpowiednich funduszy na transfery (decyzja sponsora), nie zdecydował się ściągać za “grosze” mało pewnych (bo tylko tych tanich) piłkarzy z Orange Ekstraklasy, była błędna? Czy jedyna prawdziwa możliwość wykazania swoich transferowych umiejetności, czyli przerwa letnia 07, została zmarnowana? Czy to dyrektora wina że Kamil Grosicki popadając w długi za wszelką cenę chciał się wynieść z Polski? Oczywiście nie staram się wmówić wszystkim, iż pan Mirek zrobił wszystko co zrobić było można. Kogoś tam niezłego pewnie sprowadzić by się i dało. Ściągniecie defensora Balbino już dużo wcześniej wyglądało na działanie na hop mające tylko, choć na chwilę, uspokoić sytuację na środku obrony i w mediach. Jednak już próbę ściągnięcia Ronsforda Osei’a oceniam pozytywnie, bowiem sądzę iż bardziej niż na realne wzmocnienie na teraz linii ataku chodziło o jakże cenne wzmocnienie prestiżu klubu w Europie dzięki sprowadzeniu wicekróla młodzieżowych mistrzostw świata, którym interesują sie wielkie europejskie firmy futbolowe. Za to, że ruch ten się nie powiódł, łatwo krytykować po fakcie, jednak sama próba zasługuje raczej na plus.

Prawda jest taka że pan Trzeciak prawdziwe wyzwania ma dopiero przed sobą. I nie piszę tu wyłącznie o możliwych (planowanych?) wzmocnieniach letnich, ale o zatrzymaniu najlepszych piłkarzy obecnego składu. Bo kibice zapominają że, prócz nabytków, szykują się również ubytki. Zwalniają, znaczy będą przyjmować. Czy dyrektorowi uda się sprowadzić piłkarzy mogących godnie zastapić np. Inakiego Astiza, który po sezonie wraca do Pampeluny i zawodników na inne, wymagające koniecznych wzmocnień, pozycje? Zadanie przed nim trudne niesamowicie. Mam wrażenie że Legia pójdzie drogą minimalistyczną. ITI zdając sobie sprawę że klubowi potrzeba kilka tzw. “gwiazd”, zdecyduje się na wyłożenie średnich pieniędzy na mniej więcej 3-4 jako tako znane nazwiska sprawiające wrażenie solidnych wzmocnień, po czym, nakazując sztabowi trenerskiemu promowanie młodych (potencjalnie bardzo dochodowych w przyszłości) chłopaków, którzy zbierać będą mieli doświadczenie od “gwiazd”, walczyć będą zmuszeni o 1 miejsce, co będzie jednak arcytrudne do wykonania, zważywszy na odradzającą się hegemonię wieloletnią Wisły na krajowym podwórku. Ale w końcu i dyrektor sportowy i trener Urban, podpisując kontrakty, poznali szczegółowe plany wydatków w najblizszym czasie więc, miejmy nadzieję, Legia do ofensywy transferowej jednak przygotowuje się odpowiednio. Przespanie przerwy to przespanie rundy.

h1

LEGIA WCALE JEDNAK NIE GORSZA OD WISŁY JEST

marzec 19, 2008

 junior-diaz.jpg

Jak powszechnie wiadomo, Puchar Ekstraklasy to nie Liga Mistrzów. Nawet na mecz z “wielką Wisłą” na Łazienkowską 3 przybyło zaledwie 2500 kibiców aby w planowanej ciszy oglądać dość ciekawe, jak na rangę tego kwaśnego (czytaj: kiepskiego) turnieju, spokanie. Po co rozpisywać się o grze, skoro mogę stwierdzić że, z tego co widziałem, dobra forma z meczu przeciwko Zagłębiu to nie przypadek i Legia prezentować się będzie raczej solidnie w najbliższej przyszłości. Tak samo nieźle prezentuje się Marcin Burkhardt, który po sezonie odchodzi do Szwecji (był tam już Sypniewski). Pytam się jednak, po szto wszelkie porównania “Burkena” do Piotrka Gizy (wg. wielu piłkarza podobnież słabszego, phi) skoro sam Jan Urban stwierdził że Gizmo jest lepszy i to on będzie grał. A jak coach tako rzekł, to tako będzie, amen.

Fakty są takie że Legia częściowo rezerwowa była lepsza od Wisły częściowo rezerwowej i powinna wygrać. Zdolniacha Maciej Rybus na lewym skrzydle celnie dośrodkowuje, Aleksandar Vukovic skutecznie walczy, Mauro Cantoro mocno krwawi (widzieliście jego szyję po meczu?), a Junior Diaz… oryginalnie wygląda. Takie mnie myśli nachodziły, obserwując półfinał. Wiślacka widownia łączy się w nieszczęściu z Żyletą, waląc przekleństwami w stronę stołecznego sponsora, dyrcio Trzeciak rozmyśla o transferach których może nie być a Urban modli się o brak kontuzji w zespole bez ławki. Krótko mówiąc: nie jest źle, a może być gorzej. Spinać się więc chłopcy, już w sobotę o dwa nieba ważniejszy bo ligowy mecz z Widzewem. Łódź potrafi walczyć.

h1

POLAKOTWÓRCZOŚĆ

marzec 19, 2008
 rogerio.jpg
Dyskusja na temat Brazylijskiego Polaka trwa. Tyle, że jakby odrobinę ciszej niż wcześniej, kiedy mówiło się o Rogerze wyłącznie. Później jednak, jak grzyby po deszczu, zaczęły pojawiać się nowe “oferty”. Hernani - środkowy obrońca Korony Kielce, mający żonę Polkę - zadeklarował chęć zdobycia polskiego obywatelstwa i możliwości gry na środku obrony reprezentacji mającej, jak wiadomo, problemy na tej pozycji (Jacek Bąk po Euro kończy karierę). Czar Brazylijskości przyblakł po meczu Polski z Gwiazdami Ekstraklasy. Ani jeden, ani drugi nie zaprezentowali bowiem nic szczególnego.

Problem z Rogerem polega na tym, że On nie jest Polakiem i nigdy nim naprawdę nie będzie. Wyjedzie za granicę, a reprezentację będzie traktował jako promocję swojej osoby.
Dodatkowo nie ma żadnych fundamentalnych argumentów dających mu możliwość gry dla Polski. Tego zarzutu nie można postawić następnemu hitowi: Robertowi Acquafresce który ma matkę Polkę, jest wschodzącą gwiazdą czołowej ligi świata, w której wszystkie media biły na alarm, na wieść o możliwości utraty swojej perełki. Robert podobno zna nasz język dobrze, posiada polski paszport i ma tzw. korzenie, tak więc z nim problem z adaptacją przez rodaków byłby mniejszy. Cóż jednak z tego jeśli On najprawdopodobniej już podjął decyzję (której się wcale nie dziwię): Ja Robert posiadam umiejętności, chcę grać więc w drużynie mistrzów świata.

Wszyscy mają już chyba powoli dość słuchania wieści o “produkcji” potencjalnych reprezentantów z zagranicy, a tu błyskawicznie rodzi się nowy news: Wyczuwając koniunkturę, niejaki Ludovic Obraniak z francuskiego Lille zapowiada że chce grać dla Polski w najbliższych eliminacjach.
To zawodnik dobry, związany w jakiś tam sposób z Polską grający na pozycji ofensywnego pomocnika (rozgrywający?), podobno jest jednym z najlepszych w Ligue 1. Leo Beenhakker nie jedzie na Euro ażeby przegrać, to się da odczuć. On korzysta z wszelkich dostępnych środków ażeby osiągnąć sukces, także z naturalizacji. To chyba dobrze, jednak gdyby w naszej drużynie miałaby grać co najmniej połowa zawodników których wymieniłem, sens polskiej reprezentacji byłby systematycznie umniejszany przez tą cholerną globalizację. Polska Holenderska, Polska globalna, ech. Nadmiar rarytasów szkodzi.
h1

SŁÓW KILKA O ZARZĄDZIE, BIZNESIE I KIBICACH

marzec 18, 2008

 polonia2.jpg

Na potrzeby TVN-owskiej komedyjki “39 i pół” na Łazienkowskiej umieszczono tekturę z napisem “Polonia”, na którym dodatkowo namazane zostały dwa słowa, w tym jedno wulgarne. I jak tu nie nazwać tego zdarzenia inaczej niż: a) prowokacją, b) samobójstwem porozumienia stron. Oficjalny komunikat klubu głosi tą słynną już informację jakby chcąc się nią pochwalić i podkreslić operatywność swojej korporacji. Oficjalny komunikat SKLW podkreśla świętość tego miejsca i nienawiść Polonii względem Legii. Klub pragnie oczywiście z całego serca dojść z kibicami do porozumienia, w międzyczasie zatrudniając polonijnego reżysera który, na potrzeby filmu, wciela swoje idee w życie.

Pragnąłbym serdecznie pogratulować panu Walterowi, Miklasowi oraz reszcie zarządu doskonałego rozwalenia planów pojednania, bądź tak dobitnego ukazania kto w Legii teraz rządzi. A kto? Ludzie, którzy może i znają animozje obu warszawskich klubów, może i znają moc stadionu i jego kibiców lecz sprawami prioryretowymi - jak na biznesmenów przystało - pozostaje komercha i tzw. “lizanie dupy” swoim widzom na TVN-ie. Czy to tektura, czy to beton, mało istotne. Istotny jest moment i miejsce, w którym się na takie sytuacje pozwala. Brawo panowie, kibice są zachwyceni, wystarczy poczytać fora internetowe Legii. Jak to rzekł Mene(L)ik: “Peace, love and nsport ;) “.

h1

DWA ZAGŁĘBIA, JEDNA LEGIA

marzec 17, 2008

wlodar.jpg

 

Jeszcze wczoraj, planując ten wpis, przygotowywałem się raczej na potencjalną obronę trenera Urbana przed tłumem rozwścieczonych fanów, aniżeli na garść optymistycznych wniosków przywianych niespodziewanie na Łazienkowską 3. Legia bardzo pewnie ograła aktualnego Mistrza Polski Zagłębie Lubin 3:0 tydzień po tym, gdy sensacyjnie uległa innemu Zagłębiu, Sosnowieckiemu. Ostatniemu, w lidze. W przeciągu jednego tygodnia udało się wstać z kolan i ograć faworyta (bukmacherów). Z dna na szczyt. Jak do tego doszło?

Podczas niedzielnego deszczowego wieczoru NIE oglądać meczu Legii z Zagłbiem byłoby po prostu grzechem. Przynajmniej dla mnie. Wbrew bowiem wszystkim znakom na niebie i ziemi, Legia zaprezentowała ciekawą piłkę, a wszyscy kopacze namęczyli się na stworzenie interesujących igrzysk. Zaistniał jakże przyjemny problem bogactwa na to, którego Legionistę uznać za najlepszego na bosku. Laurki należą się większości. Ale może już skończmy z tymi słodkościami, bo nadmiar mdli. Dawno nie oglądałem meczu zakończonego wynikiem TRZY do zera, po którym mogę stwierdzić, iż skuteczność wykańczania akcji zwycięzców stała na tak cholernie niesatysfakcjonującym poziomie.

Jakie są podobieństwa meczu z Lubinem do meczu z Sosnowcem? Otóż w obu spotkaniach piłkarze walczyli, chcieli wygrać. Inna sprawa, że po przegraniu przedostatniego meczu łatwo pisać o tym, że Legia słabszego na papierze rywala zlekceważyła. Stołecznym bardziej odpowiada gra z rywalem technicznym, ofensywnym. W takich bowiem spotkaniach chłopaki mogą zaprezentować swoją sporą zaletę - technikę. Natomiast gdy przeciwnik muruje się pod bramką, np. Sosnowiec lub ŁKS, doliczając do tego presję mediów o spokojne rozgromienie “słabiaków”, stolica często ma niewiele do powiedzenia. Bo przy mocnym kryciu i ostrej grze przeciwnika Legia traci mnóstwo ze swojej mocy.

08zaglebie2_f19.jpg

Następną ważną przyczyną korzystnego wyniku na Łazienkowskiej może być także fakt przedłużenia umowy o kolejne trzy lata trenera Jana “Hiszpana” Urbana. Na dziś dzień za łatwo to powiedzieć, jednak zaryzykuję: To było świetne posunięcie. Po meczu w Sosnowcu, w atmosferze przygnębienia, zarząd pokazuje, że kilka nieudanych meczów nie oznaczają końca świata, a piłkarze jeszcze lepiej uświadamiają sobie konieczność walki o swoje. Mówiąc nie do końca dosłownie: To ich kontrakty mają drżeć ze strachu i zapieprzać lepiej niż potrafią, a nie kadry szkoleniowej.

Ta sama Legia w obu spotkaniach, dwa Zagłębia, trzy punkty. Mimo fali wznoszącej, porażka z przyjaciółmi z Sosnowca może jednak kosztować Legię utratę szans na wywalczenie drugiego miejsca w lidze. Dogorywający Groclin Grodzisk robi bowiem wszystko, ażeby zapamiętano go jak najlepiej. Czy Legię stać na seryjne zwycięstwa? Jeśli tak, ma szansę dostać się do UEFA (chociażby poprzez wygranie Pucharu Polski), jeśli nie, czeka nas kolejna rewolucja kadrowa, tym razem jednak nie trenerska. I całe szczęście. A transferów potrzeba jak powietrza. I pewnie będą, całkiem niezłe, a może nawet i dobre…